"Twoja skóra pachnie jak ostatnie dni wakacji
Po co mi ten pociąg, skoro ciebie nie ma na stacji"
Przyjemny dla ucha szum polskiego morza, wilgotny od morskich fal chłodny piasek pod stopami i ciemna noc. Dookoła tylko nie liczne grupki ludzi puszczające lampiony szczęścia. I ty. Ty obejmujący ramieniem drobną dziewczynę o kasztanowych włosach, wdychasz zapach morskiej bryzy jeszcze mocniej przyciskając dziewczynę do swojej piersi, w której tak szybko bije twoje serce. Czujesz przez skrawek błękitnej sukienki jak całe jej ciało drży, w końcu spędziliście tutaj prawie cały dzień.... Zdejmujesz z siebie bluzę i zarzucasz na jej drobne ciało. Ona ci cicho dziękuję i mocniej się nią otula. Patrzysz jak powoli odwraca się w stronę wody, przymyka oczy i wsłuchuje się w szum fal. Obejmujesz ją delikatnie od tyłu i mocno przytulasz się do jej pleców, czując jej cudowny zapach.... Zapach lata..
- Proszę niech tak będzie już zawsze... - mówi cicho i kładzie dłoń na twoich rękach, mocno je zaciskając
- Jak? - pytasz uśmiechając się pod nosem.
- Tak jak teraz, że zawsze będziemy tacy szczęśliwi, że zawsze będziemy obok siebie i będziemy się wspierać. Wtedy damy radę ze wszystkim. - nagle się odwraca w twoją stronę i kładzie dłoń na twoim policzku, gładząc przy tym kciukiem twój delikatny zarost. - Andrzej te wakacje są idealne... Wierzę, że gdy wrócimy do codzienności, to będzie tylko lepiej.
- Tak, ja też. - przytaknąłeś jej i patrzyłeś na to jak pięknie się do ciebie uśmiecha. Zdjąłeś z jej policzka swoją dłoń i mocno ją ścisnąłeś. Miałeś wrażenie, że w okół was tworzy się magia, fale swoim szumem wygrywały specjalnie dla was wyjątkową melodie, a ciemność nocy rozświetlona byłą tysiącami migających do was gwiazd na niebie i Ona pachnąca latem... Tym wyjątkowym waszym latem..... Wziąłeś głęboki oddech... - Celka ja...
- Wiem. - zaśmiała się radośnie, mrużąc szczęśliwe oczy.
- Wiesz? - spytałeś zaskoczony, ona tylko mocniej zacisnęła palce na twojej dłoni i ponownie rozciągnęła usta w uśmiechu, który był zarezerwowany tylko dla ciebie.
- Też jesteś moim najlepszym przyjacielem. I dziękuję ci za tą przyjaźń mój wielkoludzie. - cmoknęła cię w policzek. A ty stałeś nieruchomo... Twoje oczy nagle zaczęły cię strasznie piec.... Przyjacielem .... Tylko, że tobie chodziło o coś zupełnie innego... Widać ta morska bryza zostawiająca wilgotne ślady na twoim ciele musiała cie otrzeźwić. Przyjacielem....
Poczułeś na policzku coś mokrego. Zmarszczyłeś brwi, przetarłeś twarz dłonią i otworzyłeś oczy. Uśmiechnąłeś pod nosem widząc swojego pieska patrzącego na ciebie wyczekująco. On był twoją odskocznią od wszelkich problemów. Traktowałeś go jak członka rodziny i cały czas się dziwiłeś jak takie małe zwierzątko może tak bardzo cię kochać. Chyba jako jedyne cię tak bardzo kochało....
- Przyjacielem .... - powiedziałeś do siebie ponownie przypominając sobie tamte wakacje nad Bałtykiem, wasze ostatnie wspólne wakacje. Po nich zostały już tylko wspomnienia i niewypowiedziane słowa.... Nic więcej. Tak samo jak po Celce w twoim smutnym życiu. Zastanawiasz się czy Marcelina kiedykolwiek czuła do ciebie coś więcej. Gdzieś jakiś głosik w środku mówi, że tak. Tylko, że ty starasz się jak najszybciej go zabić w sobie. Nie wolno ci o tym już myśleć, to przeszłość. Jej już nie ma. Zniknęła z twojego życia podobnie jak tamte wasze inicjały rozmyte na piasku przez morską falę.... Wzdychasz ciężko. - Chodź synu, pewnie jesteś głodny. - uśmiechasz się do Lambo i głaszczesz go po głowie. Wstajesz niechętnie i zarzucasz na siebie bluzę. Od razu wstawiasz wodę na kawę i dajesz karmę swojemu psu.
Wbijasz w niego wzrok patrząc jak pochłania swoją porcje jedzenia i obejmujesz dłonią gorący kubek z kawą uśmiechając się przy tym. W końcu dzięki temu małemu gałganowi nie jesteś sam.. W końcu ktoś hałasuje w pokoju i bardzo cię kocha.... Przymknąłeś oczy delektując się smakiem pitej własnie kofeiny, która miała cię postawić na nogi. Siedząc przy kuchennym blacie odpłynąłeś całkowicie myślami...
Smak kawy o poranku.... Ta kawa ... Ona też smakują nią. Te wszystkie poranki, po nieprzespanej nocy, bo nie mogliście się nagadać. Ten jej zaspany uśmiech, te włosy w nieładzie, ta twoja bluza wisząca na niej jak na wieszaku...... Ten... Dzwonek do drzwi?
Otrzeźwiałeś nagle ze swoich marzeń. Zaczynały cię one coraz bardziej niepokoić. Nie wiesz co się z tobą dzieje.... Odkąd wtedy ją zobaczyłeś..... Słysząc ponowny dzwonek do drzwi podnosisz się z krzesła i idziesz otworzyć. Nie patrząc w wizjer otwierasz drzwi i nie możesz wyjść z zaskoczenia.
- Cześć przyjacielu! - wita cię uśmiechnięty Kłos. Stoisz jak osłupiały i patrzysz na rozradowanego przyjaciela. Skąd on tutaj się wziął?
- Karollo? Co ty tu robisz? - blondyn przewraca oczami i nie czekając na zaproszenie wchodzi do środka.
- Ładnie mnie witasz.... - mruknął siadając na kanapie - Moja żona pojechała do rodziców, a ja do południa jestem w Warszawie, pomyślałem, że zajrzę na chwilę. No chodź młody. - patrzyłeś na to jak Lambo cieszy się na jego widok i chyba to działało w dwie strony.
- Mój syn woli ciebie ode mnie. - zaśmiałeś się pod nosem.- A tak po za tym dobrze że jesteś. Dawno cię nie widziałem.... - Karol szybko się wyprostował i zmierzył cię wzrokiem od góry do dołu.
- Andrzej? - spytał nie odrywając od ciebie swoich zielonych oczu. Milczałeś dłuższą chwilę, zastanawiając się co mu powiedzieć. Bo jak masz to wszystko wyjaśnić? Odkąd wtedy ją zobaczyłeś kompletnie wariujesz! Koc pachnie nią, kawa smakuje nią, wszystkie sny są z nią. To jest istna paranoja! Bałeś się tego i to cię przerażało.... Nie potrafiłeś opanować siebie samego, ona działała na ciebie w wyjątkowy sposób....
- Miałeś racje, nie umiem zapomnieć... - schowałeś twarz w dłonie. Starałeś się jakoś uspokoić, poukładać wszystkie myśli, ale prawda była taka, że szatynka była przy tobie cały czas. Cały czas miałeś w głowie tamten dzień.... Te wszystkie wspomnienia. A wszystko przez tą mokotowską ulice przesiąkniętą warszawskim deszczem...
- Byłem wczoraj z Olą na kolacji w restauracji.... - zaskoczony spojrzałeś na Karola, miałeś wrażenie, że gada od rzeczy. Ty tu mówisz mu od tym, że cały w środku się rozpadasz, że wracają wszystkie twoje marzenia i koszmary z przeszłości, a on mówi ci, że poszedł z żoną na kolację..... Jednak postanowiłeś mu nie przerywać - Nie uwierzysz, kto był jej właścicielem! - spojrzałeś na niego pytająco, choć miałeś cichą nadzieję, że to się będzie wiązało z Celką. - Sandra.
- Ta Sandra?! - spytałeś. Karol skinął głową.
- Ale co ty z tym zrobisz to już twoja sprawa. Od niej wszystko się zaczęło, może ci pomoże ją znaleźć.... - Tylko czy ty chciałeś jej szukać? Chciałeś. Chciałeś całym sobą. Chciałeś znowu usłyszeć jej głos, zobaczyć uśmiech... Chciałeś... Ale przecież to było niemożliwe.
- Nie mogę tam iść.... - pokręciłeś szybko głową. W głowie kłębiło ci się coraz więcej sprzecznych ze sobą myśli.
- To już przeszłość Endrju. To i tak była jej decyzja i nawet nie wiemy co potem zrobiła. A teraz.. Może też o tobie myśli? - nie myśli, nawet się nie odezwała gdy wtedy cię mijała na ulicy. A przecież cię widziała, musiała widzieć.... Była tuż przy tobie, a gdy cię mijała czułeś zapach deszczu zmieszany z zapachem lata, który zawsze jej towarzyszył... Ale to nie realne. Zapomniała o tobie. A nawet jeśli jeszcze o tobie myśli,, to uważa cię za skończonego dupka. I wiesz ma rację.....
- Ona mnie nienawidzi Karol..... - westchnąłeś. Karol położył ci na stole małą karteczkę.
- To adres tej restauracji, zrób z nim co zechcesz. Po za tym jeśli nie chcesz się widzieć z Celką, to spotkaj się z Sandrą. Może coś ci o niej powie, bo ty się wykończysz. Ile to już czasu, co? Błądzisz gdzieś szukając nie wiadomo czego i po co. A wszyscy wiedzą dlaczego tak jest, tylko ty nie dajesz się przekonać. Spotkaj się z nią, świat się nie zawali, a ty może dowiesz się przy okazji, czy na pewno Celka cię nienawidzi... - wziąłeś do ręki kartkę papieru i przez dłuższą chwilę studiowałeś jej zapis.
- Nawet jeśli mnie nie nienawidzi, to z pewnością mnie nie chce w swoim życiu. A Sandra jej o wszystkim powie. Ja ją zniszczyłem Karol i nie mam prawa teraz nawet patrzeć w jej stronę, rozumiesz? A co dopiero robić jakieś podchody.... - przeczesałeś dłonią włosy. Nie wiedziałeś co robić. Karol się zamyśli, a ty zapatrzyłeś w widok za oknem. Zapadła między wami cisza. Starałeś się sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłeś szczęśliwy. Niby miałeś wszystko, ale tak naprawdę nie miałeś niczego.... Nawet Karola powoli traciłeś, bo chcąc zapełnić tą pustkę po niej robiłeś różne dziwne rzeczy. Te ważne i te mniej istotne, ale to i tak nie pomagało. Wiesz doskonale, że zacząłeś tonąć we własnym życiu, że każdy kolejny krok coraz bardziej cię gubi... Przecież kiedyś byś się nie zdziwił, że Karol do ciebie wpadł bez uprzedzenia. A teraz.... Teraz nie potrafiłeś sobie radzić sam ze sobą.
- Nigdy nie odpowiedziałeś mi na jedno pytanie. - Kłos odezwał się w końcu, spojrzałeś na niego marszcząc brwi - Czy wiesz na sto procent, że ona cię nie kocha. Nigdy nie udzieliłeś mi tej odpowiedzi, bo nie możesz tego wiedzieć. Jeśli cię kochała, to nawet jeśli ją zraniłeś, ona nie zapomniała i wciąż jej ciebie brakuje. Być może jest w podobnym stanie do ciebie teraz. Zobacz jak cię pozamiatało tamto przypadkowe spotkanie, ją pewnie też.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - dopytywałeś podchodząc bliżej
- Warszawa to duże miasto, dookoła pełno ulic, każdy gdzieś biega. A ty... Ty zawsze wierzyłeś w przeznaczenie. Udawałeś, że nie wierzysz, gdy straciłeś Celkę, ale to w tobie jest. - podrapałeś się po brodzie. Wiedziałeś, że miał rację Znał cię na wylot, jak nikt inny. I chociaż wasze drogi coraz bardziej się od siebie oddalały, potrafił zawsze ci pomóc. To był twój prawdziwy przyjaciel. Spojrzałeś ponownie na karteczkę. Właściwie czy coś może się jeszcze stać? I tak już byłeś w kompletnej ruinie więc chyba może być tylko lepiej?
- Jedziemy tam. - stwierdziłeś, Karol się uśmiechnął i wstał z miejsca.
- To może ja cię podrzucę i tam zostawię, a potem zajrzę jeszcze do Wojtka. - skinąłeś tylko głową i poszedłeś się przebrać. Nie chciałeś jechać tam sam, ale wiesz, że tak będzie najlepiej. Może warto wreszcie coś zmienić. Może nic się nie stanie po tym spotkaniu. A ty dowiesz się tego, co cię dręczy od kilku lat....
Przez całą drogą w samochodzie Karola milczałeś. Próbowałeś ułożyć sobie w głowie co masz powiedzieć jak zobaczysz blondynkę, przez którą tak wiele się zmieniło..... Zatrzymaliście się na parkingu, westchnąłeś i oparłeś się o fotel jego Mercedesa.
- To tamten budynek. - - Karol wskazał palcem niewielką restaurację na rogu ulicy. Co raz więcej myśli się w tobie kotłowało. A może lepiej zostać tutaj w tym samochodzie? - Powodzenia! - Kłos poklepał cię po ramieniu. Chyba nie miałeś innego wyjścia... Podziękowałeś za wszystko Karolowi i wysiadłeś z samochodu. Kątem oka widziałeś jak odjeżdżał.. Spojrzałeś niepewnie na drzwi od restauracji. Cholernie się bałeś tam wejść, ale nie było już odwrotu. Musisz w końcu co z tym wszystkim zrobić, a być może wizyta tutaj to jedyne wyjście. Wszedłeś do środka i rozejrzałeś się po wnętrzu, musisz przyznać było dosyć eleganckie.
- Jeszcze zamknięte. - z zamyślenia wyrwał cię ciepły damski wzrok. Spojrzałeś na jego właścicielkę, która się życzliwie do ciebie uśmiechnęła.
- Ja... Jest właścicielka tego lokalu? - spytałeś niepewnie. Brunetka spojrzała na ciebie zaskoczona i skinęła głową. - Jakbyś mogła przekazać, że przyszedł jej dawny znajomy....
- Oczywiście, niech pan zaczeka. - dziewczyna zniknęła za drzwiami. A ty westchnąłeś i usiadłeś przy jednym ze stolików. Nerwowo bębniłeś o jego blat. Nie miałeś pojęcia do czego cię ta rozmowa doprowadzi, czy nie dowiesz się czegoś co złamie ci serce.... Z drugiej strony należało ci się...
- No nie wierzę?! Andrzej! - usłyszałeś za sobą i szybko poderwałeś się z miejsca. Zmierzyłeś uważnie wzrokiem kobietę stojącą przed tobą. Krótkie blond włosy zmieniły się w długie złociste fale opadające swobodnie na jej plecy, a jej granatowa sukienka podkreślała jej zgrabną sylwetkę. Byłeś bardzo zaskoczony, wyglądała zupełnie inaczej i chyba wyładniała....
- Cześć. - uśmiechnąłeś się i cmoknąłeś ją w policzek. - Karol dał mi znać, że masz restaurację. Postanowiłem, że cię odwiedzę. Ładnie się tu urządziłaś. - stwierdziłeś wracając na swoje miejsce. Blondynka usiadła na przeciw ciebie i skinęła głową.
- W zasadzie urządziliśmy. - pokazała ci drobną dłoń na której lśnił pierścionek. złoty pierścionek z mieniącym się białym oczkiem - Ja i Nikoś.
- Ty i Nikodem?! - krzyknąłeś zaskoczony - Gratuluję! - tego byś się nie spodziewał. Sandra i Nikodem byli najlepszymi przyjaciółmi Celki., którzy byli jak ogień i woda. Dwa zupełnie inne charaktery. Wiecznie mieli odmienne zdanie, nie mogłeś wyjść ze zdziwienia, że teraz planują wspólną przyszłość. Los czasami bywa przewrotny.
- Dziękuję. A co u ciebie? Jak tam sprawy sercowe? - spytała wyraźnie zaciekawiona. Oparłeś się o drewniane krzesło i zacząłeś bawić się kremową serwetką...
- U mnie tutaj bez zmian. Więcej się już dzieje w siatkówce. - uśmiechnąłeś się krzywo. Właśnie do ciebie dotarło, że po za siatkówką nie masz niczego. Bo czy czymś można nazwać twoje przelotne znajomości? To nawet do niczego nie jest podobne... Nie masz nawet się do kogo przytulić,gdy ci tak strasznie źle jak ostatnio, a o istnieniu tych dwóch nigdy nie wypowiedzianych magicznych słów zwyczajnie zapomniałeś....
- Słyszałam, gratuluję ci. Osiągnąłeś to o czym od zawsze marzyłeś. - uśmiechnęła się do ciebie ciepło. Jednak miałeś wrażenie, że bada cię wzrokiem, że tylko czeka, aż ją zapytasz o jakiś konkret. Tylko jak ty masz to zrobić?
- Nie wszystko. - mruknąłeś. Wiedziałeś, że Sandra już wyłapała o czym , a raczej o kim mówisz.
- Nie wiem co u Marceliny. - powiedziała obojętnie.... Spojrzałeś na nią zdumiony - Nie patrz tak na mnie. Wtedy złożyła papiery na ASP i tyle ją widzieliśmy..... - wzruszyła ramionami.
- Nie bardzo rozumiem.... - nie miałeś pojęcia o czym ona mówi, przecież dla Celki przyjaciele to była świętość! Miałeś wrażenie, że blondynka coś pomija... Marcelina nigdy nie zostawiłaby przyjaciół.... Co najwyżej oni ją... Jak o tym pomyślałeś, to aż cię ściskało w środku. Patrzyłeś na zimne spojrzenie Sandry, co tylko potęgowało twoją złość - Wszystko co się stało wtedy to wasza wina! Wasza! Gdyby nie wy, to tamtego dnia.... - przerwałeś na moment, by nie powiedzieć za dużo - Ona została sama! Beze mnie, ja ją doprowadziłem pewnie do jakiejś psychicznej ruiny, a wy mieliście ją w dupie. Wy! Osoby, które się niby tak o nią martwiły! - ogarniała cię coraz większa wściekłość, jednak Sandra była niewzruszona.
- Uspokój się. To nie nasza wina, że zapomniała o przyjaciołach. Dzwoniłam nie raz, nie chciała rozmawiać, bo stała się wielką artystką. Nie będę się pchała tam gdzie mnie nie chcą. Pewnie nie wierzysz w to co mówię, ale czy ona choć raz do ciebie zadzwoniła? A gdy zdobywałeś mistrzostwo świata i spełniałeś swoje największe sportowe marzenie, czy napisała choćby krótkiego sms-a? Po twojej minie widzę, że nie. To ona o nas zapomniała, a nie my o niej. I pewnie nawet się ucieszyła, że to wtedy się stało. Nie próbowała nawet wyjaśniać, to pokazało ile dla niej znaczyłeś Andrzeju. - słuchałeś wypowiedzi Sandry nie mając siły nawet jej przerwać. Miałeś wrażenie, że miała trochę racji, a każdy argument, którym byś próbował obronić Marcelinę, był błahy....
- Dziękuję. A co u ciebie? Jak tam sprawy sercowe? - spytała wyraźnie zaciekawiona. Oparłeś się o drewniane krzesło i zacząłeś bawić się kremową serwetką...
- U mnie tutaj bez zmian. Więcej się już dzieje w siatkówce. - uśmiechnąłeś się krzywo. Właśnie do ciebie dotarło, że po za siatkówką nie masz niczego. Bo czy czymś można nazwać twoje przelotne znajomości? To nawet do niczego nie jest podobne... Nie masz nawet się do kogo przytulić,gdy ci tak strasznie źle jak ostatnio, a o istnieniu tych dwóch nigdy nie wypowiedzianych magicznych słów zwyczajnie zapomniałeś....
- Słyszałam, gratuluję ci. Osiągnąłeś to o czym od zawsze marzyłeś. - uśmiechnęła się do ciebie ciepło. Jednak miałeś wrażenie, że bada cię wzrokiem, że tylko czeka, aż ją zapytasz o jakiś konkret. Tylko jak ty masz to zrobić?
- Nie wszystko. - mruknąłeś. Wiedziałeś, że Sandra już wyłapała o czym , a raczej o kim mówisz.
- Nie wiem co u Marceliny. - powiedziała obojętnie.... Spojrzałeś na nią zdumiony - Nie patrz tak na mnie. Wtedy złożyła papiery na ASP i tyle ją widzieliśmy..... - wzruszyła ramionami.
- Nie bardzo rozumiem.... - nie miałeś pojęcia o czym ona mówi, przecież dla Celki przyjaciele to była świętość! Miałeś wrażenie, że blondynka coś pomija... Marcelina nigdy nie zostawiłaby przyjaciół.... Co najwyżej oni ją... Jak o tym pomyślałeś, to aż cię ściskało w środku. Patrzyłeś na zimne spojrzenie Sandry, co tylko potęgowało twoją złość - Wszystko co się stało wtedy to wasza wina! Wasza! Gdyby nie wy, to tamtego dnia.... - przerwałeś na moment, by nie powiedzieć za dużo - Ona została sama! Beze mnie, ja ją doprowadziłem pewnie do jakiejś psychicznej ruiny, a wy mieliście ją w dupie. Wy! Osoby, które się niby tak o nią martwiły! - ogarniała cię coraz większa wściekłość, jednak Sandra była niewzruszona.
- Uspokój się. To nie nasza wina, że zapomniała o przyjaciołach. Dzwoniłam nie raz, nie chciała rozmawiać, bo stała się wielką artystką. Nie będę się pchała tam gdzie mnie nie chcą. Pewnie nie wierzysz w to co mówię, ale czy ona choć raz do ciebie zadzwoniła? A gdy zdobywałeś mistrzostwo świata i spełniałeś swoje największe sportowe marzenie, czy napisała choćby krótkiego sms-a? Po twojej minie widzę, że nie. To ona o nas zapomniała, a nie my o niej. I pewnie nawet się ucieszyła, że to wtedy się stało. Nie próbowała nawet wyjaśniać, to pokazało ile dla niej znaczyłeś Andrzeju. - słuchałeś wypowiedzi Sandry nie mając siły nawet jej przerwać. Miałeś wrażenie, że miała trochę racji, a każdy argument, którym byś próbował obronić Marcelinę, był błahy....
- Nic nie znaczyłem.... - powiedziałeś do siebie, a w twoje oczy się natychmiastowo zaszkliły.... Miałeś wrażenie, ze cała twoja nadzieja się rozmywa, że tracisz swój najcenniejszy skarb....
- Przepraszam, nie chciałam ci tego mówić.... - spuściła głowa i zaczęła się wpatrywać w podłogę.
- Mówić czego? - spytałeś drżącym głosem, choć wiedziałeś, że to cię tylko dobije. Zacisnąłeś dłonie w pięści czekając, aż Sandra coś z siebie wreszcie wydusi.
- Ona już wtedy mi wspominała, że chyba wasza przyjaźń jest bez sensu, że jest już tobą zmęczona.... - nie mogłeś uwierzyć w to co słyszysz. To były jakieś brednie! Same kłamstwa! To nie o niej mówiła...Nie mogła.... Przecież to nie pasowało do twojej Celki. A może przez miłość za bardzo ją idealizowałeś? Próbowałeś przypomnieć sobie wasze ostatnie wspólne dni, może faktycznie zachowywała się dziwnie. Może nie wiedziała jak ci o tym powiedzieć? -Nie mówiłam tego, bo nie chciałam cię zranić.
- Miała mnie dość.... - a ty jak ostatni kretyn oddałeś jej swoje serce....Czułeś jak wszystko wokół ciebie wiruje, miałeś ochotę rozpłakać się tutaj jak małe dziecko. Chociaż podobno ty nigdy tego nie robisz. Jak mogłeś tego nie zauważyć? Jak mogłeś być tak zaślepiony? Jak mogłeś nie dostrzec, że jesteś dla tylko ciężarem? No jak?! Pożegnałeś się szybko z Sandrą i wyszedłeś na zewnątrz, inaczej byś się tam rozpłakał.... Słowa Sandry krążyły po twojej głowie. Wziąłeś głęboki oddech i wypuściłeś powoli powietrze, przemykając oczy. Byłeś dla niej nikim. I było ci tak cholernie przykro, bo ona dla ciebie była wszystkim....
Teraz wiedziałeś, że twoja jedyna dobra cząstka umarła. Jeden promyczek nadziei na lepszego ciebie przestał świecić... Wściekłość mieszała się w tobie z ogromną rozpaczą. Wyciągnąłeś pośpiesznie telefon i wystukałeś krótkiego sms-a. Bądź dzisiaj u mnie, tak jak zawsze. Możesz założyć, ten zestaw bielizny, który ci kupiłem. :* Szybko kliknąłeś wyślij.
- Nikt mnie już nie uratuje. A ona nie istniała, - powiedziałeś do siebie. A w głowie słyszałeś jakiś ironiczny chichot, który mówił, że jak kretyn uwierzyłeś w miłość. Teraz wiedziałeś jedno, tej nocy nie zaśniesz, ponieważ będzie przepełniona pustymi westchnieniami. Tak jak każda poprzednia i każda kolejna. Bez znaczenia. Tak jak prawdziwy ty.
Chłód ciemnej nadmorskiej nocy otulał przyjemnie twoje ciało. Siedziałaś na ciepłym piasku i przesypywałaś jego ziarenka z dłoni do dłoni, a twoje nogi obmywały morskie fale. Usłyszałaś nagle jego ciepły głos. Spojrzałaś zaskoczona na swojego towarzysza i szeroko się uśmiechnęłaś. Od zawsze marzyłaś o tym, by podobnie jak inni wypuścić w niebo lampion szczęścia. Chciałaś by on był tylko wasz. Andrzej o tym wiedział doskonale. Znał cię na wylot, znał wszystkie twoje tajemnice i pragnienia. No prawie wszystkie... Był po prostu wyjątkowy. Zawsze chciał spełniać twoje marzenia, tak było i tym razem. Patrzyłaś na Andrzeja, który stał z lampionem w ręku i się do ciebie uśmiechał. Uwielbiałaś go, był nieodłączną częścią twojego życia. Elementem bez którego nie potrafiłabyś funkcjonować, bez niego wszystko straciłoby sens.... Tego byłaś pewna.
- Chodź. - wyciągnął do ciebie dłoń byś razem z nim wypuściła lampion. Podniosłaś się z piasku i ją chwyciłaś. On mocniej ścisnął twoją rękę. Patrzyłaś z podziwem jak wasz lampion wzbija się w górę i lśni na ciemnogranatowym niebie. Poczułaś nagle jak delikatnie obejmuje cię w pasie i przytula się do twoich pleców. Przymknęłaś oczy i zaciągnęłaś się jego cudownym zapachem.
- Masz jakieś życzenie? - spytał szepcząc ci do ucha. Twoje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Spojrzałaś w niebo.
- Mam. Chciałabym, żebyśmy byli zawsze przyjaciółmi. - odpowiedziałaś mu i położyłaś swoje dłonie na jego rękach oplatających twój brzuch.
- Obiecuje Ci, że będziemy - powiedział pewnie i zacieśnił swój uścisk wokół twojej tali, po czym pocałował cię w czubek głowy. W tamtej chwili byłaś naprawdę szczęśliwa, byłaś w pięknym miejscu, wsłuchiwałaś się w szum morza, wpatrywałaś w tysiące błyszczących gwiazd i nie musiałaś się niczym martwić, bo on był tuż przy tobie. Tamte wakacje nad Bałtykiem były idealne i chyba najlepsze w twoim życiu. Jedyne czego wtedy żałowałaś to, to że nie powiedziałaś mu wtedy prawdy. Prawdy o tym, że znaczył dla ciebie o wiele więcej niż myślał. Przymknęłaś oczy delektując się tamtą chwilą przy Andrzeju i ciepłem jego ciała. A na twoją na twoją drobną twarz spadło kilka kropel morskiej wody....
Poczułaś na twarzy chłodne krople, otworzyłaś oczy i spojrzałaś w niebo. Nienawidziłaś deszczu, a zwłaszcza od tego cholernego spotkania na Mokotowie, które przypomniało ci, że kiedyś potrafiłaś po prostu być szczęśliwa. Aż do tamtego dnia. Wtedy twoje życie posypało się niczym domek z kart i jak na na ironie to wszystko wydarzyło się raptem dwie ulice dalej. Ile byś dała by znowu poczuć się tak szczęśliwą... Jak w tamte wakacje. Wasze ostatnie wspólne wakacje.
Obiecał ..... Obiecał, że zawsze będzie.... Jednak ty byłaś dla niego nikim ... Tylko, że jak on był, ty również istniałaś. Wasze ostanie spotkanie uświadomiło ci, że bez niego ciebie już nie ma. I chociaż funkcjonujesz i uśmiechasz się do ludzi, to nie jesteś ty. Nie jesteś tą szczęśliwą Marceliną z marzeniami. Jesteś już zupełnie kimś innym. Weszłaś do metra i usiadłaś na jednej z ławek. Wbiłaś swój wzrok w telebim na przeciwko i czytałaś ze znudzeniem informacje z życia stolicy. Wszystko byle zabić myśli, myśli o nim. W końcu to nic nie znaczyło Nawet tamten głupi lampion .... Był niczym, miał przynieść wam szczęście i zabrać problemy, a tylko ich przysporzył. Prostujesz się nagle, jakby ktoś raził cię piorunem. Przez kilka sekund nie widzisz rozbieganych ludzi, nie słyszysz ich kroków. Widzisz tylko jego. Na telebimie po drugiej stronie zaprasza na kolejny mecz jego drużyny.... Pan kapitan z Warszawy... Tak bardzo chciałaś o nim nie myśleć, wyrzucić go z głowy, a nawet głupie reklamy na stacji metra ci o nim przypominają... Czy ta cała rzeczywistość się na ciebie uwzięła? Nadjeżdżający pociąg ci go zasłonił. Oparłaś się o metalowe oparcie ławki i patrzyłaś na wysiadających ludzi. W środku jednego z wygonów jakiś chłopak trzymał się za srebrzystą barierkę i śmiał się z czegoś z dziewczyną. Pamiętasz jak kiedyś jeździłaś tak samo z nim na warszawskie śródmieście. Nigdy wam się nie nudziło, bawił was nawet ten przepychający się tłum. Westchnęłaś pod nosem. Jego już nie ma... Był kiedyś kimś ważnym, ale teraz pewnie nawet nie pamięta, że kiedyś w jego życiu był ktoś taki jak ty....
- Marcelina? - słyszysz swoje imię i raptownie odwróciłaś głowę poszukując wzrokiem osoby, która cię zawołała. Spojrzałaś na blondynkę, która się do ciebie uśmiechnęła
- Cześć Sandra. - odwzajemniłaś uśmiech. Dziewczyna usiadła obok ciebie.
- Masz chwilę? Dawno się nie widziałyśmy. Może wyjdziemy na górę? Obok jest kawiarnia. -zaproponowała natychmiast
- Jasne. - westchnęłaś i podniosłaś się z ławki idąc w stronę wyjścia. Miałaś ochotę znaleźć się w mieszkaniu i nie miałaś nastroju na spotkania.... Nie po tym co stało się wtedy.... Nie po tym jak znowu się pojawił... Z drugiej strony w domu i tak na ciebie nikt nie czekał. Choć przez chwilę będziesz mniej sama. I nie będziesz o nim myśleć. Blondynka żywiołowo weszła do kawiarni znajdującej się tuż przy wejściu do metra. Zamówiła wam dwie kawy, oparłaś się o fotel wbijając w nią swój pusty wzrok. - Zapomniałam ci pogratulować.
- W końcu się doczekałam. - twoja przyjaciółka uśmiechnęła się patrząc na swój pierścionek zaręczynowy. - Ale wiesz co? W liceum nigdy bym nie pomyślała, że Niki to mój przyszły mąż. - pokręciła głową i upiła łyk swojej kawy.
- Szczerze mówiąc ja też. - zaśmiałaś się. Trudno było się z nią nie zgodzić. W końcu dzień bez ich kłótni był dniem straconym.... Dalej nie wierzysz, że niedługo powiedzą sobie tak..
- Co tam u Ciebie? Nadal malujesz ślubne portrety? - spytała z zaciekawieniem cię obserwując.
- Tak i nie narzekam. Lubię to co robię. - uśmiechnęłaś się. Praca w firmie organizującej wesela naprawdę ci się podobała. Tylko dzięki tej pracy wierzyłaś jeszcze w miłość. Poznawałaś setki ludzi, którzy byli dla siebie wszystkim. Malując dokładnie ich zakochane oczy, wiedziałaś, że nie potrafią bez siebie żyć. Tak jak ty kiedyś też nie potrafiłaś bez kogoś. - Ale was namaluje za darmo. - puściłaś jej oczko.
- Na to liczę Marcyś. - uniosła kąciki ust do góry. - Jednego nie rozumiem. Masz wspaniały talent, dlaczego nigdy nie złożyłaś papierów na ASP? Zawsze marzyłaś o tych studiach.
- Były ważniejsze sprawy. - spuściłaś wzrok na podłogę. Nie lubiłaś wracać do tamtych chwil.... zwłaszcza do tamtego dnia, który ci się śni po nocach.... Dnia, który zniszczył wszystko niczym huragan, po którym niczego już nie da się odbudować.
- A właśnie! Wiesz kto ostatnio ostatnio odwiedził moją restauracje? - spojrzałaś na nią pytająco - Andrzej. - poczułaś jak twoje ciało przeszywa fala w bólu. Nie wiedziałaś co powiedzieć. Tamta mokotowska ulica ci go zabrała, a później jeszcze raz przypomniała ci, że nie jesteś dla niego kimś ważnym. Nie zna cię już, albo nie chce znać....
- Miło - mruknęłaś siląc się na uśmiech. Miałaś ochotę wyjść z tego miejsca, jednak coś w środku kazało ci zostać. Może coś o tobie powiedział?
- Rozmawialiśmy chwilę.... Opowiadał głównie o siatkówce, imprezach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nawet o tobie nie wspomniał, nawet nie zapytał.... Wydawało mi się, że kiedyś byłaś dla niego ważna. - spojrzała niepewnie na ciebie.
- Kiedyś. - prychnęłaś i zaczęłaś skubać serwetkę, by nie patrząc na zmartwioną twarz Sandry.
- On się strasznie zmienił. Życie gwiazdy, nawet w tamtej rozmowie mówił tylko o sobie i o tym gdzie to nie był, kogo to nie poznał. Zwyczajny celebryta, który ma gdzieś starych przyjaciół, a dawni znajomi są za mało znani, by się z nimi zadawać. - nie możliwe. Andrzej nigdy taki nie był. Rodzina, przyjaciele to były dla niego najważniejsze wartości.... Z drugiej strony, wtedy tam w tym deszczu... Udał, że cię nie widzi, że nie istniejesz, byłaś powietrzem. On dla ciebie niegdyś też nim był. Był powietrzem, bez którego nie mogłaś oddychać.
- Naprawdę aż tak się zmienił? - spytałaś cicho. Twój Andrzej chyba został tylko na starych fotografiach znajdujących się w pudełku na twojej komodzie.
- Niestety tak. Nawet do mojej restauracji wszedł przez przypadek. A jak go poznałam, głupio mu było nie porozmawiać. Po za tym.... - westchnęła i spojrzała na ciebie smutno - Różnie się o nim mówi. Podobno co noc ma inną pannę i tylko się chwali kogo w swojej sypialni nie gościł.... Kobiety są dla niego jedynie przedmiotem uciechy.
- Sandra. - spojrzałaś na nią groźnie - Naprawdę chcesz mu zaglądać do łóżka? Uważasz, że to jest takie super? To jego prywatna sprawa z kim śpi. - Wiesz, że twoja przyjaciółka kochała ploteczki ze świata gwiazd i regularnie zaglądała na pudelka, ale teraz przesadziła. To jego prywatne życie, nie masz pojęcia jak ludzie mogą mu wyliczać dziewczyny....
- Przepraszam, mogło cię to urazić. Chciałam ci tylko uświadomić jak wielki to kontrast z naszym przyjacielem. Przecież kiedyś zamiast blasku reflektorów na kolejnym bankiecie wolał piwo nad Wisłą, a jego największym marzeniem była szczęśliwa rodzina z ukochaną kobietą, a nie wystąpienie w telewizji śniadaniowej. - mruknęła zirytowana. Westchnęłaś. Może i było w tym trochę racji. Twój Andrzej był wyjątkowy, pomagał wszystkim dookoła. Był bardzo nieśmiały, zawsze z rozbawieniem obserwowałaś jak w bydgoskiej Łuczniczce czerwienił się, gdy kibice z nim rozmawiali i chwalili za grę... Twój Andrzej zawsze siadał obok ciebie na zielonej kanapie i snuł marzenia o medalu mistrzostw świata. Mówił ci, że bardzo chciałby wtedy go zadedykować żonie i dzieciom. Gdy o tym wspominał i patrzył na ciebie, miał w oczach cudowny blask. Niestety to marzenie nie do końca się mu spełniło... Gdy pytano twojego Andrzeja o największe życiowe marzenie, on odpowiadał, że jest nim dom. Dom, na który sam zarobi i który sam wybuduje, dla swojej przyszłej żony i dzieci. W tym domu ma być półka z jego medalami i trofeami, po to by kiedyś posadził swoje dzieci na kolanach i opowiadał im o tym jak to wszystko zdobył. Musisz przyznać, że półka z medalami pewnie jest już spora, ale nie ma domu rodziny, która była kiedyś była jego priorytetem. Nie wiesz o czym teraz marzy, ale zaczynasz wątpić, że są to tamte marzenia. Twój Andrzej nigdy, by nie zapomniał o przyjaciołach, twój Andrzej nigdy, by nie zniszczył twojego świata. To wszystko znaczy, że on już nie jest twój. Twój jest jedynie tamten koc pod którym zawsze oglądaliście zdjęcia. Twoja jest również herbata, którą pijesz wieczorem i która wciąż smakuje nim. Twoje są wszystkie wspomnienia... Ale nie on.
Nie potrafiłaś nawet go znienawidzić po tamtym dniu... Nie umiałaś, bo był zbyt ważny... Mimo, że nie tak dawno uświadomił ci, że ty dla niego ważna nie jesteś. Zapamiętałaś jego oczy. Ten błękit, który zawsze błyszczał się od szczęścia, wtedy w tym deszczu błyszczał od smutku. Widziałaś, on nie był szczęśliwy. I prawdopodobnie to była cena jego nowego życia. Życia bez was i bez miłości..
Pokręciłaś głową. Musisz o nim zapomnieć i wybić z głowy. On już nawet w małym stopniu nie jest twój. On należy do innych ludzi i innych miejsc. Musisz się pogodzić, że już dawno wyrzucił cię ze swojego życia i wspomnień...
Musisz.... Ale chyba ani trochę nie chcesz....Nawet jeśli sam jego widok przysparza ci ogromny ból..... On zawsze będzie kimś ważnym.
- Przepraszam, nie chciałam ci tego mówić.... - spuściła głowa i zaczęła się wpatrywać w podłogę.
- Mówić czego? - spytałeś drżącym głosem, choć wiedziałeś, że to cię tylko dobije. Zacisnąłeś dłonie w pięści czekając, aż Sandra coś z siebie wreszcie wydusi.
- Ona już wtedy mi wspominała, że chyba wasza przyjaźń jest bez sensu, że jest już tobą zmęczona.... - nie mogłeś uwierzyć w to co słyszysz. To były jakieś brednie! Same kłamstwa! To nie o niej mówiła...Nie mogła.... Przecież to nie pasowało do twojej Celki. A może przez miłość za bardzo ją idealizowałeś? Próbowałeś przypomnieć sobie wasze ostatnie wspólne dni, może faktycznie zachowywała się dziwnie. Może nie wiedziała jak ci o tym powiedzieć? -Nie mówiłam tego, bo nie chciałam cię zranić.
- Miała mnie dość.... - a ty jak ostatni kretyn oddałeś jej swoje serce....Czułeś jak wszystko wokół ciebie wiruje, miałeś ochotę rozpłakać się tutaj jak małe dziecko. Chociaż podobno ty nigdy tego nie robisz. Jak mogłeś tego nie zauważyć? Jak mogłeś być tak zaślepiony? Jak mogłeś nie dostrzec, że jesteś dla tylko ciężarem? No jak?! Pożegnałeś się szybko z Sandrą i wyszedłeś na zewnątrz, inaczej byś się tam rozpłakał.... Słowa Sandry krążyły po twojej głowie. Wziąłeś głęboki oddech i wypuściłeś powoli powietrze, przemykając oczy. Byłeś dla niej nikim. I było ci tak cholernie przykro, bo ona dla ciebie była wszystkim....
Teraz wiedziałeś, że twoja jedyna dobra cząstka umarła. Jeden promyczek nadziei na lepszego ciebie przestał świecić... Wściekłość mieszała się w tobie z ogromną rozpaczą. Wyciągnąłeś pośpiesznie telefon i wystukałeś krótkiego sms-a. Bądź dzisiaj u mnie, tak jak zawsze. Możesz założyć, ten zestaw bielizny, który ci kupiłem. :* Szybko kliknąłeś wyślij.
- Nikt mnie już nie uratuje. A ona nie istniała, - powiedziałeś do siebie. A w głowie słyszałeś jakiś ironiczny chichot, który mówił, że jak kretyn uwierzyłeś w miłość. Teraz wiedziałeś jedno, tej nocy nie zaśniesz, ponieważ będzie przepełniona pustymi westchnieniami. Tak jak każda poprzednia i każda kolejna. Bez znaczenia. Tak jak prawdziwy ty.
~*~
- Chodź. - wyciągnął do ciebie dłoń byś razem z nim wypuściła lampion. Podniosłaś się z piasku i ją chwyciłaś. On mocniej ścisnął twoją rękę. Patrzyłaś z podziwem jak wasz lampion wzbija się w górę i lśni na ciemnogranatowym niebie. Poczułaś nagle jak delikatnie obejmuje cię w pasie i przytula się do twoich pleców. Przymknęłaś oczy i zaciągnęłaś się jego cudownym zapachem.
- Masz jakieś życzenie? - spytał szepcząc ci do ucha. Twoje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Spojrzałaś w niebo.
- Mam. Chciałabym, żebyśmy byli zawsze przyjaciółmi. - odpowiedziałaś mu i położyłaś swoje dłonie na jego rękach oplatających twój brzuch.
- Obiecuje Ci, że będziemy - powiedział pewnie i zacieśnił swój uścisk wokół twojej tali, po czym pocałował cię w czubek głowy. W tamtej chwili byłaś naprawdę szczęśliwa, byłaś w pięknym miejscu, wsłuchiwałaś się w szum morza, wpatrywałaś w tysiące błyszczących gwiazd i nie musiałaś się niczym martwić, bo on był tuż przy tobie. Tamte wakacje nad Bałtykiem były idealne i chyba najlepsze w twoim życiu. Jedyne czego wtedy żałowałaś to, to że nie powiedziałaś mu wtedy prawdy. Prawdy o tym, że znaczył dla ciebie o wiele więcej niż myślał. Przymknęłaś oczy delektując się tamtą chwilą przy Andrzeju i ciepłem jego ciała. A na twoją na twoją drobną twarz spadło kilka kropel morskiej wody....
Poczułaś na twarzy chłodne krople, otworzyłaś oczy i spojrzałaś w niebo. Nienawidziłaś deszczu, a zwłaszcza od tego cholernego spotkania na Mokotowie, które przypomniało ci, że kiedyś potrafiłaś po prostu być szczęśliwa. Aż do tamtego dnia. Wtedy twoje życie posypało się niczym domek z kart i jak na na ironie to wszystko wydarzyło się raptem dwie ulice dalej. Ile byś dała by znowu poczuć się tak szczęśliwą... Jak w tamte wakacje. Wasze ostatnie wspólne wakacje.
Obiecał ..... Obiecał, że zawsze będzie.... Jednak ty byłaś dla niego nikim ... Tylko, że jak on był, ty również istniałaś. Wasze ostanie spotkanie uświadomiło ci, że bez niego ciebie już nie ma. I chociaż funkcjonujesz i uśmiechasz się do ludzi, to nie jesteś ty. Nie jesteś tą szczęśliwą Marceliną z marzeniami. Jesteś już zupełnie kimś innym. Weszłaś do metra i usiadłaś na jednej z ławek. Wbiłaś swój wzrok w telebim na przeciwko i czytałaś ze znudzeniem informacje z życia stolicy. Wszystko byle zabić myśli, myśli o nim. W końcu to nic nie znaczyło Nawet tamten głupi lampion .... Był niczym, miał przynieść wam szczęście i zabrać problemy, a tylko ich przysporzył. Prostujesz się nagle, jakby ktoś raził cię piorunem. Przez kilka sekund nie widzisz rozbieganych ludzi, nie słyszysz ich kroków. Widzisz tylko jego. Na telebimie po drugiej stronie zaprasza na kolejny mecz jego drużyny.... Pan kapitan z Warszawy... Tak bardzo chciałaś o nim nie myśleć, wyrzucić go z głowy, a nawet głupie reklamy na stacji metra ci o nim przypominają... Czy ta cała rzeczywistość się na ciebie uwzięła? Nadjeżdżający pociąg ci go zasłonił. Oparłaś się o metalowe oparcie ławki i patrzyłaś na wysiadających ludzi. W środku jednego z wygonów jakiś chłopak trzymał się za srebrzystą barierkę i śmiał się z czegoś z dziewczyną. Pamiętasz jak kiedyś jeździłaś tak samo z nim na warszawskie śródmieście. Nigdy wam się nie nudziło, bawił was nawet ten przepychający się tłum. Westchnęłaś pod nosem. Jego już nie ma... Był kiedyś kimś ważnym, ale teraz pewnie nawet nie pamięta, że kiedyś w jego życiu był ktoś taki jak ty....
- Marcelina? - słyszysz swoje imię i raptownie odwróciłaś głowę poszukując wzrokiem osoby, która cię zawołała. Spojrzałaś na blondynkę, która się do ciebie uśmiechnęła
- Cześć Sandra. - odwzajemniłaś uśmiech. Dziewczyna usiadła obok ciebie.
- Masz chwilę? Dawno się nie widziałyśmy. Może wyjdziemy na górę? Obok jest kawiarnia. -zaproponowała natychmiast
- Jasne. - westchnęłaś i podniosłaś się z ławki idąc w stronę wyjścia. Miałaś ochotę znaleźć się w mieszkaniu i nie miałaś nastroju na spotkania.... Nie po tym co stało się wtedy.... Nie po tym jak znowu się pojawił... Z drugiej strony w domu i tak na ciebie nikt nie czekał. Choć przez chwilę będziesz mniej sama. I nie będziesz o nim myśleć. Blondynka żywiołowo weszła do kawiarni znajdującej się tuż przy wejściu do metra. Zamówiła wam dwie kawy, oparłaś się o fotel wbijając w nią swój pusty wzrok. - Zapomniałam ci pogratulować.
- W końcu się doczekałam. - twoja przyjaciółka uśmiechnęła się patrząc na swój pierścionek zaręczynowy. - Ale wiesz co? W liceum nigdy bym nie pomyślała, że Niki to mój przyszły mąż. - pokręciła głową i upiła łyk swojej kawy.
- Szczerze mówiąc ja też. - zaśmiałaś się. Trudno było się z nią nie zgodzić. W końcu dzień bez ich kłótni był dniem straconym.... Dalej nie wierzysz, że niedługo powiedzą sobie tak..
- Co tam u Ciebie? Nadal malujesz ślubne portrety? - spytała z zaciekawieniem cię obserwując.
- Tak i nie narzekam. Lubię to co robię. - uśmiechnęłaś się. Praca w firmie organizującej wesela naprawdę ci się podobała. Tylko dzięki tej pracy wierzyłaś jeszcze w miłość. Poznawałaś setki ludzi, którzy byli dla siebie wszystkim. Malując dokładnie ich zakochane oczy, wiedziałaś, że nie potrafią bez siebie żyć. Tak jak ty kiedyś też nie potrafiłaś bez kogoś. - Ale was namaluje za darmo. - puściłaś jej oczko.
- Na to liczę Marcyś. - uniosła kąciki ust do góry. - Jednego nie rozumiem. Masz wspaniały talent, dlaczego nigdy nie złożyłaś papierów na ASP? Zawsze marzyłaś o tych studiach.
- Były ważniejsze sprawy. - spuściłaś wzrok na podłogę. Nie lubiłaś wracać do tamtych chwil.... zwłaszcza do tamtego dnia, który ci się śni po nocach.... Dnia, który zniszczył wszystko niczym huragan, po którym niczego już nie da się odbudować.
- A właśnie! Wiesz kto ostatnio ostatnio odwiedził moją restauracje? - spojrzałaś na nią pytająco - Andrzej. - poczułaś jak twoje ciało przeszywa fala w bólu. Nie wiedziałaś co powiedzieć. Tamta mokotowska ulica ci go zabrała, a później jeszcze raz przypomniała ci, że nie jesteś dla niego kimś ważnym. Nie zna cię już, albo nie chce znać....
- Miło - mruknęłaś siląc się na uśmiech. Miałaś ochotę wyjść z tego miejsca, jednak coś w środku kazało ci zostać. Może coś o tobie powiedział?
- Rozmawialiśmy chwilę.... Opowiadał głównie o siatkówce, imprezach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nawet o tobie nie wspomniał, nawet nie zapytał.... Wydawało mi się, że kiedyś byłaś dla niego ważna. - spojrzała niepewnie na ciebie.
- Kiedyś. - prychnęłaś i zaczęłaś skubać serwetkę, by nie patrząc na zmartwioną twarz Sandry.
- On się strasznie zmienił. Życie gwiazdy, nawet w tamtej rozmowie mówił tylko o sobie i o tym gdzie to nie był, kogo to nie poznał. Zwyczajny celebryta, który ma gdzieś starych przyjaciół, a dawni znajomi są za mało znani, by się z nimi zadawać. - nie możliwe. Andrzej nigdy taki nie był. Rodzina, przyjaciele to były dla niego najważniejsze wartości.... Z drugiej strony, wtedy tam w tym deszczu... Udał, że cię nie widzi, że nie istniejesz, byłaś powietrzem. On dla ciebie niegdyś też nim był. Był powietrzem, bez którego nie mogłaś oddychać.
- Naprawdę aż tak się zmienił? - spytałaś cicho. Twój Andrzej chyba został tylko na starych fotografiach znajdujących się w pudełku na twojej komodzie.
- Niestety tak. Nawet do mojej restauracji wszedł przez przypadek. A jak go poznałam, głupio mu było nie porozmawiać. Po za tym.... - westchnęła i spojrzała na ciebie smutno - Różnie się o nim mówi. Podobno co noc ma inną pannę i tylko się chwali kogo w swojej sypialni nie gościł.... Kobiety są dla niego jedynie przedmiotem uciechy.
- Sandra. - spojrzałaś na nią groźnie - Naprawdę chcesz mu zaglądać do łóżka? Uważasz, że to jest takie super? To jego prywatna sprawa z kim śpi. - Wiesz, że twoja przyjaciółka kochała ploteczki ze świata gwiazd i regularnie zaglądała na pudelka, ale teraz przesadziła. To jego prywatne życie, nie masz pojęcia jak ludzie mogą mu wyliczać dziewczyny....
- Przepraszam, mogło cię to urazić. Chciałam ci tylko uświadomić jak wielki to kontrast z naszym przyjacielem. Przecież kiedyś zamiast blasku reflektorów na kolejnym bankiecie wolał piwo nad Wisłą, a jego największym marzeniem była szczęśliwa rodzina z ukochaną kobietą, a nie wystąpienie w telewizji śniadaniowej. - mruknęła zirytowana. Westchnęłaś. Może i było w tym trochę racji. Twój Andrzej był wyjątkowy, pomagał wszystkim dookoła. Był bardzo nieśmiały, zawsze z rozbawieniem obserwowałaś jak w bydgoskiej Łuczniczce czerwienił się, gdy kibice z nim rozmawiali i chwalili za grę... Twój Andrzej zawsze siadał obok ciebie na zielonej kanapie i snuł marzenia o medalu mistrzostw świata. Mówił ci, że bardzo chciałby wtedy go zadedykować żonie i dzieciom. Gdy o tym wspominał i patrzył na ciebie, miał w oczach cudowny blask. Niestety to marzenie nie do końca się mu spełniło... Gdy pytano twojego Andrzeja o największe życiowe marzenie, on odpowiadał, że jest nim dom. Dom, na który sam zarobi i który sam wybuduje, dla swojej przyszłej żony i dzieci. W tym domu ma być półka z jego medalami i trofeami, po to by kiedyś posadził swoje dzieci na kolanach i opowiadał im o tym jak to wszystko zdobył. Musisz przyznać, że półka z medalami pewnie jest już spora, ale nie ma domu rodziny, która była kiedyś była jego priorytetem. Nie wiesz o czym teraz marzy, ale zaczynasz wątpić, że są to tamte marzenia. Twój Andrzej nigdy, by nie zapomniał o przyjaciołach, twój Andrzej nigdy, by nie zniszczył twojego świata. To wszystko znaczy, że on już nie jest twój. Twój jest jedynie tamten koc pod którym zawsze oglądaliście zdjęcia. Twoja jest również herbata, którą pijesz wieczorem i która wciąż smakuje nim. Twoje są wszystkie wspomnienia... Ale nie on.
Nie potrafiłaś nawet go znienawidzić po tamtym dniu... Nie umiałaś, bo był zbyt ważny... Mimo, że nie tak dawno uświadomił ci, że ty dla niego ważna nie jesteś. Zapamiętałaś jego oczy. Ten błękit, który zawsze błyszczał się od szczęścia, wtedy w tym deszczu błyszczał od smutku. Widziałaś, on nie był szczęśliwy. I prawdopodobnie to była cena jego nowego życia. Życia bez was i bez miłości..
Pokręciłaś głową. Musisz o nim zapomnieć i wybić z głowy. On już nawet w małym stopniu nie jest twój. On należy do innych ludzi i innych miejsc. Musisz się pogodzić, że już dawno wyrzucił cię ze swojego życia i wspomnień...
Musisz.... Ale chyba ani trochę nie chcesz....Nawet jeśli sam jego widok przysparza ci ogromny ból..... On zawsze będzie kimś ważnym.
________
Witam z II rozdziałem na tym blogu. Nie jest on idealny. Ale chyba nic innego mi na razie nie wyjdzie.Zwłaszcza, że na pisanie opowiadań czasu praktycznie nie mam bo finalizuje moją mgr. :(
No nic. Dość marudzenia . Zostawiam was z tą pogubioną dwójką. :)
No nic. Dość marudzenia . Zostawiam was z tą pogubioną dwójką. :)
POZDRAWIAM!!!
Paulka\
Ps. Wiecie? Skra mistrzem Polski? Kocham najmocniej na świecie, a na żadnym blogu się nie dzieliła, tym! :D Powiem więcej.... Jak moja Skra ostatnio była mistrzem Polski, to Polska była mistrzem Świata. ;) Historia lubi się powtarzać! :P

Pogubieni tak samo jak ja, ale postawa niby ważnej osoby w ich życiu jest nie do zrozumienia. Podobno ten, kto już jest szczęśliwy, ma miłość swojego życia, zawsze będzie chciał pomóc, lecz w tym przypadku jest zupełnie inaczej, ale trzeba pamiętać, że kłamstwo ma krótkie nóżki. Rozumiem Andrzeja, jak bardzo go zabolało, kiedy słyszał, aby zostali przyjaciółmi na zawsze, bo jeżeli jest się w kimś zauroczonym i serce przyśpiesza na zwykłe 'cześć' to poczuł się, jakby dostał nożem prosto w serce. Niech im się układa, bo ja czuję się blisko związana z tym opowiadaniem i emocjami siatkarza. Dobrze, że teraz powietrze nie pachnie jak ostatnie dni wakacje :D czekam na więcej i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń