"W deszczu lubi się nieraz najgorzej zapomniane przypomnieć.
Jeszcze kiedy się rozpada, to pada i pada, a tobie wciąż się coś
przypomina."
Mała kawalerka na warszawskiej Pradze, mieszcząca się w starej
szarej kamienicy, była azylem pewnej
młodej damy. Może już nie takiej młodej, jak to mawiali jej rodzice. Ale czy 28
lat to naprawdę tak wiele? Właścicielka
tej małej kawalerki uważała, że nie. Nie
chciała o tym myśleć, wiek to tylko cyferka. A może uciekała od tego? Bała się
sama przed sobą przyznać, że życie ucieka jej przez palce, że z niego nie korzysta
i że jest sama. Zupełnie sama. Bez tych dziwnych przyjaciół, którzy
towarzyszyli jej na studiach, bez kogoś kto tak po prostu wpadał z wizytą.
Sama. Jej przyjaciele zgubili się gdzieś, gdy ona jeździła pociągiem między
Warszawą, a Bydgoszczą.
Lubiła takie wieczory jak ten, gdy negatywne myślenie w jej
głowie zabijał szumiący jesienny deszcz za oknem. Zawsze wtedy wsłuchiwała się w melodię, którą wygrywał na blaszanym parapecie jej okna. Przy okazji zatapiała się w widoku Warszawy przesiąkniętej ulewą i rozmyślała.. Czasami w takie wieczory robiła sobie herbatę z
cytryną i dwiema łyżeczkami cukru i ogrzewała nią chłodne dłonie. Ta herbata... On zawsze taką jej robił.
Kim był On? Kimś kto po raz kolejny mieszkał w tym samym
mieście co ona. Kimś kto potrafił kiedyś
przesiedzieć z nią przed jednym z bloków
na warszawskim śródmieściu cały dzień, kimś kto zabierał ją wszędzie. Na mecz,
na spacer, do kina, na lody i zawsze jej robił herbatę. Kim dla niej był? Nie
wiedziała, on też pewnie tego nie wiedział. Wiedziała, że lubił z nią rozmawiać. Nie ważne gdzie
był, zawsze dzwonił, zawsze opowiadał jej wszystko.... Od poważnych spraw, po te błahe, bez większego znaczenia, ale ważne dla niego. A ona to lubiła, lubiła go słuchać, mogła to robić godzinami i tak rzeczywistości było. Lubiła jego szczerość, lubiła być przy nim. Ale to było już tak dawno....
Teraz siedziała w swojej kawalerce na starym łóżku, otulona zielonym grubym kocem w kratę, piła herbatę, jaką on lubi i przeglądała zdjęcia. Te z Częstochowy i te z
Bydgoszczy. Tutaj w Polonii, tam w Łuczniczce. Tutaj z nim na spacerze w parku, tam przy stoliku w lodziarni. Przy każdej fotografii studiowała uważnie jego twarz i widziała jedno. Szczęście.
Poprawiła nagle swoje kasztanowe włosy i z westchnieniem zamknęła wszystkie
zdjęcia w kartonowym pudełku. Przymknęła oczy wybiegając nagle wspomnieniami kilka dni wstecz....
Kilka dni temu wybrała się nie wiedzieć czemu do jego dzielnicy. Nie miała pojęcia co ją podkusiło, by pojechać akurat tam... Przecież nie
chciała go spotykać i nawet o tym nie myślała, wiedząc, że on ma milion różnych
spraw, a ona jest tylko jakimś niewielkim fragmentem jego przeszłości... Jednak ona nigdy nie miała w życiu szczęścia... Tym razem również... Był tam. W tym samym
miejscu, w tym samym czasie szedł jedną z mokotowskich ulic. Tuż przy niej. Widziała go po praz pierwszy od tamtego dnia.... Znowu był tak blisko.... Pamięta, że spojrzała na niego, jednak głos zawisł jej gdzieś w gardle. A może nie miała odwagi nic powiedzieć? A on?
Nie powiedział jej nawet cześć. Ominął jakby była kimś
obcym.
Jednak ona się tym wcale nie przejęła. Być może jej nie widział,
być może nie poznał. Choć w ogóle się nie zmieniła.
Bardziej zmartwiło ją to, że na jego twarzy nie ma już
szczęścia.
Jego szczęście zostało zachowane jedynie na fotografiach w
tym szarym pudełku.
~*~
Mieszkanie na warszawskim Mokotowie było pogrążone w pół
mroku. Na jednej ze ścian wisiało kilka
medali połyskujących od lampy święcącej się w rogu pomieszczenia. Na szarej kanapie siedział on, obok stał
laptop z którego wybrzmiewała rockowa muzyka, kontrastująca z jego uczuciami. A
może nie do końca? Kim on był? Był kimś znanym,
kimś kto w mediach był widoczny nie raz, kimś kto występował w reklamach, kimś
kto był główną gwiazdą stołecznej drużyny siatkarskiej. Był przede wszystkim kimś, kogo sam już nie
poznawał.
A przecież realizował marzenia, osiągnął już to, co dla wielu
jest nieosiągalne, tylko że on z chęcią cofnął by się w czasie... Uśmiechnął się
pod nosem na widok swojego psa, który położył malutką główkę na jego kolanach.
Delikatne go pogładził i patrzył jak piesek zasypia. Wiedział, że to małe zwierzątko kocha go bezwarunkowo, a gdy wraca do domu zawsze
szaleje ze szczęścia na jego widok. A kiedy on tak ostatnio kochał? Czy w ogóle
kochał?
Kochał. Kochał na warszawskim śródmieściu, kochał w
częstochowskiej kawiarni, kochał w bydgoskiej Łuczniczce. Kochał tak mocno jak
jeszcze nikt. Kochał samotnie, po cichu. Tak by świat się nie dowiedział. A
zwłaszcza Ona.
Ona była idealna. Nie była długonogą blondynką, nie chciała taką nigdy być. W dzieciństwie marzyła by zostać weterynarzem, ale za bardzo bała się igieł. Potem stwierdziła, że jednak woli być malarką, bo to jej nieźle wychodzi. Nie myliła się, malowała ślicznie. Nie
wie nawet kim w końcu została, bo zdanie zmieniła co chwilę. Jednak
wiedział, że on dla niej musi pozostać nikim.
Musi wreszcie zapomnieć, że w takie deszczowe wieczory jak ten, robił jej herbatę z cukrem i cytryną. Musi zapomnieć, że siadali wtedy na łóżku otuleni kocem i oglądali swoje zdjęcia z dzieciństwa. Musi zapomnieć o niej, ale nie chce...
Musi wreszcie zapomnieć, że w takie deszczowe wieczory jak ten, robił jej herbatę z cukrem i cytryną. Musi zapomnieć, że siadali wtedy na łóżku otuleni kocem i oglądali swoje zdjęcia z dzieciństwa. Musi zapomnieć o niej, ale nie chce...
Nagle poczuł jak przez jego serce jedno ze wspomnień przechodzi niczym sztylet.
Wbija się w nie i wierci bolesną dziurę.
A to przez to, że jedna z mokotowskich ulic zrobiła mu psikusa. Takiego
niewinnego, takiego, który nigdy miejsca mieć nie powinien.
Widział ją. Była tak blisko, zbyt blisko. Przez ten ułamek sekundy mógł po raz kolejny poczuć jej piękny zapach. Wciąż pachniała latem... Tak samo jak tamtego dnia...
Gdy ją dostrzegł na ulicy chciał się przywitać. Zapytać zwyczajnie co u niej, usłyszeć jej ciepły i aksamitny głos, który w trudnych chwilach był dla niego ukojeniem. Ale nagle mu się przypomniało, że przecież ona go nienawidzi. I nie wolno jej go nawet lubić….
Nie chciał jej już bardziej niszczyć życia. Musiała więc znienawidzić go jeszcze bardziej....
Widział ją. Była tak blisko, zbyt blisko. Przez ten ułamek sekundy mógł po raz kolejny poczuć jej piękny zapach. Wciąż pachniała latem... Tak samo jak tamtego dnia...
Gdy ją dostrzegł na ulicy chciał się przywitać. Zapytać zwyczajnie co u niej, usłyszeć jej ciepły i aksamitny głos, który w trudnych chwilach był dla niego ukojeniem. Ale nagle mu się przypomniało, że przecież ona go nienawidzi. I nie wolno jej go nawet lubić….
Nie chciał jej już bardziej niszczyć życia. Musiała więc znienawidzić go jeszcze bardziej....
Przeszedł obojętnie, jakby jej nie widział.
Mijał ją jakby nic dla niego nie znaczyła.
A znaczyła i to zbyt wiele.
Teraz modlił się jedynie o to, by przez niego już więcej nie
płakała.
Nie myślał o sobie, bo
jego serce i tak jest już w pogubionych
kawałkach, a każdy z nich
znajduje się w miejscu, gdzie chociaż przez chwilę był z nią.
Ostatni kawałek zabrała mu mokotowska ulica przesiąknięta jesiennym deszczem.
A z błękitnych oczu wtedy spłynęły łzy.
_______
Hej! To znowu ja. Zgubiłam się gdzieś w czytaniu i pisaniu. Nie mam pojęcia jak to się stało.... Znaczy w sumie mam, brak czasu na ostatnim roku studiów. No ale od czego jest sesja? A no od pisania!:P
Chce jakoś wrócić do pisania i przede wszystkim do Was! Ale najpierw muszę się odbudować tutaj. O tym Panie Kapitanie piszę mi się najłatwiej i lubię o nim pisać, co możecie zauważyć. :) Nie wiem czemu. Może dlatego, że ma naprawdę strasznie złożoną osobowość i jest trochę zagadką. Jeszcze tego nie rozwikłałam, ale nie ważne.
Wróćmy do czasów, gdy on był normalny. Jeśli za taką normalnością AW i wy zatęsknicie zapraszam tutaj!
Nowy rok ! Nowa ja ! ( niekoniecznie :P ) Wracam na bloggera! Oprócz tego tutaj w planach jest jeszcze kilka nowych projektów, które chyba widnieją na razie tylko u mnie na bloggerze. Więc jak chcecie poznać bohaterów, odsyłam do mojego bloggerowego profilu! :)
Za tydzień jestem u Was! Został mi jeszcze jeden egzamin, najtrudniejszy! Trzymajcie kciuki!
POZDRAWIAM !!!
Paulka
PS. Komu kibicujecie w PP? Ja mam niezłą zagwozdkę ..... Skra vs. Onico... I weź tu człowieku bądź kibicem.:P

O Panu Kapitanie tobie dobrze się pisze, a mnie czyta - połączenie idealne. Potrzebowałam czegoś twojego, od razu mu jakoś cieplej na serduszku. PP serduszkiem za Skrą, chociaż moi towarzysze będą raczej za Warszawą - co to będzie, co to będzie
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Cię tutaj widzę Ret! <3
UsuńCo do PP... Ja miałam poważny dylemat, z jednej strony zawsze Skra na z drugiej... Warszawa moje miasto... I wiedziałam, że to dla nich ogromna sprawa. Niestety jedni i drudzy wrócili bez głównego trofeum. :(
Ciesze niezmiernie, że ktoś jeszcze tęskni za tym co piszę. <3 A kapitan to kapitan. Jest wszędzie, dużo dziwnych rzeczy o nim słyszę, ale ma fajnego psa i dla mnie ( jak na razie) był miły więc pisać o nim będę. :D xd
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*
Już jestem zakochana. I to chyba w nich obojgu. Muszę Ci się przyznać, że ja i Andrzej W. rczej za sobą nie przepadamy, ale tym razem wiem, że nawiążemy nic porozumienia. Czekam na więcej i to dużo dużo więcej. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńO jej! Jak się cieszę :D <3 Miło cię tutaj widzieć. :D Szczerze mówiąc ja też ich już bardzo polubiła, choć w większości są na razie w mojej głowie. :P Kapitan warszawskiego okrętu nie jest taki okropny. Może się polubicie :D Liczę na to szczerze mówiąc. :) A i jeszcze dodam, że jeśli są tutaj fani WW, to on też tutaj się pojawi, jak i cześć warszawskiej ekipy ! :) Dlatego tym bardziej zapraszam ! :D
UsuńDziękuje za komentarz i pozdrawiam :*
Czuję się jakbym trzymała w ręku książkę i czytała o nich takich zranionych, takich pogubionych, z chęcią powrotu do przeszłości lub zbudowania jeszcze piękniejszej przyszłości; będę z nimi, bo walczyć w pojedynkę to trudno, będę wspierać i jego, i ją, zasługują na szczęście. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze, że rzadko jestem zadowolona ze swoich rozdziałów. Jednak ten prolog uważam za całkiem udany, jak na mnie. :D Bardzo Ci dziękuję za tą opinie. Gdy słyszę, że ktoś porównuje to co napisałam do książki, to mam wrażenie, że dobrze mi coś wyszło, bo to już jest wyższa półka. Sprawiłaś mi tym niesamowitą radość dziękuję! :* Tych powrotów do przeszłości będzie tutaj bardzo dużo, bo to ona być może stworzy im teraźniejszość. Ale jaka ta teraźniejszość będzie to się okaże, być może tylko jeszcze bardziej ich pogrąży
UsuńDziękuję za komentarz :) Pozdrawiam :*